Towarzystwo Kultury Polskiej na Donbasie - śp. Prezes Ryszard Zieliński zmarł 22.2.2008 w Makiejewce - Ks. Witold Józef Kowalów w Diecezji Łuckiej na Wołyniu - ks. Jarosław Wiśniewski tymczasem na misji w CHINACH - Eugeniusz Lubański, Kijów
| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
Sowa Magazyn Europejski

Utwórz swoją wizytówkę
sobota, 03 lipca 2010
Apostoł Wołynia, Sługa Boży o. Serafin Kaszuba

100. rocznica urodzin


 

Na spalonej ziemi

Wiosną 1944 r. Niemcy, wycofując się w popłochu na zachód, opuszczali wschodnie tereny Polski. W ślad za nimi wkraczała Armia Czerwona zapowiadając sowiecki ład. Ustały na Wołyniu napady ukraińskich band. Oblicza się, że w roku 1943 z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło na Wołyniu około 100 tysięcy Polaków31. Z powierzchni ziemi zniknęło wiele ludzkich osiedli, podobnie jak całkiem zniknęły niektóre rodziny. Polska ludność szukała schronienia i pomocy w miasteczkach lub ocalałych większych wioskach.

Jednym z punktów oparcia dla znękanej, rozproszonej wśród lasów polskiej ludności była wieś Stara Huta. Z listu o. Serafina Kaszuby z 3 sierpnia 1944 r. skierowanego do ordynariusza diecezji łuckiej wynika, że zgromadzili się tam wierni "ze wszystkich w okolicy zlikwidowanych parafii: ludwipolskiej, myszakowieckiej, potaszyńskiej, dermańskiej i dalszych jeszcze z dekanatu berczeńskiego w liczbie około 8 000. W tej masie zaczęła się szerzyć epidemia tyfusu"32. Opiekę duszpasterską nad tą umęczoną ludnością roztoczył o. Serafin Kaszuba, "stając się wszystkim dla wszystkich". Co więcej - nie ograniczył się w takiej sytuacji do posługi kapłańskiej jedynie w Starej Hucie, lecz -jak donosił o tym biskupowi -wyjeżdżał, a częściej dochodził pieszo i odprawiał nabożeństwa za kordonem, czyli za dawną polską granicą, we wioskach: Emilczyn, Krowotynie, Barasze. O tym, kim był ten ubogi zakonnik dla tamtejszej ludności i jakim okazał się duszpasterzem świadczą wierni, którym udało się przeżyć ten czas grozy i niedoli. Rozproszeni po różnych zakątkach Polski wspominają go jako świętego apostoła tamtych czasów.

Jan Marcinkowski (pochodzący ze wsi Matki Łyźciańskie, parafia Dermanka, gmina Ludwipol, powiat Kostopol, mieszkający obecnie we wsi Wołany koło Polanicy Zdroju) miał 17 lat, gdy wybuchła wojna w 1939 roku. Pamięta dobrze o. Serafina Kaszubę z jego pracy w Dermance, a następnie w Starej Hucie. Jego zdaniem o. Kaszuba "był to zakonnik bardzo z poświęceniem, nic nie wymagający. To był ksiądz apostoł na ziemi w tym czasie. Ludzie się nim cieszyli, pilnowali go. To była świętość: w poświęceniu i całkowitym oddaniu Chrystusowi. On wszystko czynił pobożnie. On został tam, bo mówił żal mi tych ludzi. On sam nas błogosławił, gdyśmy szli do wojska polskiego"33.

Franciszka Marcinkowska (żona Jana) wspomina, że chodziła do o. Serafina do spowiedzi i była świadkiem, jak ten kapłan zmęczony spowiadaniem zemdlał w konfesjonale. Oto jej relacja: "On tak długo spowiadał, ze aż zemdlał. Ja to widziałam na własne oczy. To było z przemęczenia, bo on siedział dzień i noc w tym konfesjonale". Zdaniem Marcinkowskiego o. Kaszuba był pełen życzliwości i wyrozumiałości dla wszystkich spotykanych ludzi. Cieszył się zaufaniem prawosławnych i chrzcił im dzieci, umiał też rozsądnie nawiązywać stosunki z sowieckimi urzędnikami, którzy go szanowali i mawiali o nim, że to "charoszyj czełowiek".

Wśród tamtejszej ludności żyła powszechnie znana i szanowana Aniela Hryniewiecka, kobieta w podeszłym wieku, która pomagała o. Kaszubie w katechizacji dzieci, szczególnie w przygotowaniu ich do pierwszej Komunii Świętej. Obecnie mieszka we wiosce Wołany koło Polanicy. O o. Serafinie powiedziała: "On był taki, ze mógł dzień i noc pracować przy kościele, przy Najświętszym Sakramencie. To był prawdziwy apostoł. On się bardzo poświęcał. Do niego przyjeżdżali nie końmi, a wołami, wzywając do chorego w nocy, a on przyjeżdżał. Nieraz przyjedzie tak zmęczony i mdleje. Jego odratują i on idzie dalej". Hryniewiecka pamięta też apostolskie wyprawy o. Kaszuby do Polaków za kordonem. "On tam chodził i spowiadał w nocy. O Boże! Tam na tamtym terenie to nie wolno było! U nas to wolno było, nawet jak weszli Sowieci, wolno było. A tam nie? Ale byli tam ludzie, Polacy. Oni ukradkiem po domach nocą. To byli katolicy. To było niebezpiecznie. On był nieraz w takich tarapatach, ale Pan Bóg jego jakoś wyprowadzał".

Znamienne są inne wypowiedzi tej niewykształconej, ale inteligentnej osoby, która świadoma odpowiedzialności przed Bogiem za składane zeznania tak charakteryzuje o. Serafina Kaszubę: "Był to człowiek głębokiej wiary w Boga. On wyrażał swoją miłość względem Boga pokorą, cichością, pobożnością. Wszystkiego dawał przykłady jak najlepsze. On mówił kazania o niebie. A jak pójdziem na to majowe nabożeństwo, to można tam było być i być. On razem z ludźmi śpiewał. On bardzo czcił Matkę Bożą. A Najświętszy Sakrament to dla niego było wszystko. Jak on przechodził przed Najświętszym Sakramentem, jaki on dawał przykład, jaki ukłon. Jak kto na niego patrzył, to sam musiał się poczuć do czegoś. To ja tak mówię. Ale ja wiem, ze ilu ludzi znało go z bliska, to samo muszą powiedzieć".

Na postawione jej pytanie, czy o. Serafin jako kapucyn, duchowy syn świętego Franciszka z Asyżu, czcił swojego zakonodawcę, nie tylko dała twierdzącą odpowiedź, ale powiedziała: "To była sama pokora świętego Franciszka i ubóstwo. Zgadzał się ze wszystkim. Nigdy mu nie było źle, nigdy nie był głodny, nigdy mu nie było chłodno. Tak, gdy mu było zimno, nie było mu chłodno, a gdy nie był najedzony, nie był głodny. Tego to ja już nie rozumiem, tego nie rozumiem. Ja myślę, że to było więcej dla chwały Bożej". Tę opinię Anieli Hryniewieckiej potwierdzają i inne osoby. Znała go dobrze jego parafianka ze spalonej parafii Dermanka - Anna Bagińska z domu Cyrklewicz, urodzona i wychowana w Dermance. Jej zdaniem o. Serafin był "bardzo ubogi. On nie dbał o siebie, nie dbał, by się ludziom podobać. On dbał o modlitwę, o kościół, o ludzi, by ich zwoływać. Myśmy go nazywali świętym. Jakby przyszło przysięgać, ja przysięgam, ja krzyż pocałuję - to był święty. Na jego pobożność, na jego naukę, to był święty człowiek"34.

Marian Łukomski, pochodzący ze "wsi Moczulanka, gmina Ludwipol, parafia Stara Huta (dziś mieszkający we wsi Wołany koło Polanicy Zdroju) mówi o o. Serafinie ze spokojem i męską powagą: "Ja bym powiedział, że to był jakiś człowiek obdarowany miłością i miał jakieś natchnienie miłości i czułości do ludzi. Spełniał rolę kapłana, misjonarza i brata. W ogóle tę rolę spełniał jako człowiek, który moim zdaniem zasługiwał na świętość. My mówili na niego, ze ten człowiek jest święty, oddany sprawie religii, wyznania religii, nauczania religii. Nie bał się strachu, nie uginał się przed tym, że to może czas niedobry, że może mówić nie wolno, tylko prawdę głosił, religią prawdę głosił wszystkim. Tak, że moim zdaniem, ksiądz Kaszuba zasługuje ze strony parafian na świętość, na to, żeby był błogosławiony. To jest jedna sprawa.

A druga sprawa: on pomagał w każdej potrzebie. Nie chciał nigdy pieniędzy wziąć za chrzest, nie chciał, nigdy nie przyjmował ofiar pieniężnych za ślub (...).

http://www.lwow.com.pl/warachim/wolyn.html

19:15, kulturzentrum , o. Serafin Kaszuba
Link