Towarzystwo Kultury Polskiej na Donbasie - śp. Prezes Ryszard Zieliński zmarł 22.2.2008 w Makiejewce - Ks. Witold Józef Kowalów w Diecezji Łuckiej na Wołyniu - ks. Jarosław Wiśniewski tymczasem na misji w CHINACH - Eugeniusz Lubański, Kijów
| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
Sowa Magazyn Europejski

Utwórz swoją wizytówkę
czwartek, 25 stycznia 2007
ks. Władysław Bukowiński: niech mnie wsadzą do karceru, ale nie pozwolę się znieważać


wtorek, 09 stycznia 2007
czule wspomnienia, szczere zyczenia, Kresowianka Weronika F.

W sercu polskim  ¦wiêta Bo¿ego Narodzenia  wywo³uj± wiecznie czu³e wspomnienia,
  ¶lê wiêc moje  najszczersze ¿yczenia:
u¶miechniêtych i pachn±cych ¦wi±t, chwil przepe³nionych mi³o¶ci± i ciep³em w
ka¿dym dniu
  ¿yczy wszystkim rodakom na ca³ym ¶wiecie, a zw³aszcza tym na Wo³yniu
Kresowianka Weronika F.

Von: farev
Datum: Son 24. Dez 2006 13:54
Betreff: Re: [sowa] Zyczenia nie tylko na Boze Narodzenie! Jerzy Tatol , p plk rez.= Edward Makowiecki, Janusz G=F3rzynski, Krzy sztof Wyszkowski; Jan Baran, F= ranti=9Aek Cig=E1nek; L ech Krawczyk,

wtorek, 14 listopada 2006
Sługa Boży ks. Władysław Bukowiński (1905-1974). Kapłan i zesłaniec. Duszpasterz katolików na Wołyniu i w Kazachstanie

             

środa, 09 listopada 2005
BALARSKA NEKROPOLIA
 
Znów pogrzeb. Tym razem pochowałem śp. Zofię Zalewską (ur. 1932), która w dzieciństwie była zesłana do Kazachstanu. Już wtedy musiała cierpliwie znosić zło uczynione tysiącom ludzi przez bezbożny system totalitarny. Odchodzą Kazachstańcy – Sybiracy parafii Ostróg. Zmarła zażyczyła sobie by ją pochować na cmentarzu w wiosce Choteń II. Jest to szczególna nekropolia, gdzie spoczywa bardzo wielu zesłańców z Ukrainy do Kazachstanu. Większość z nich w 1935 roku była zesłana z wioski Choteń II, Radohoszcz Wielka i innych z terenu parafii Kuniów. W 1947 roku i następnym uciekli oni z zesłania z powrotem na Ukrainę. Osiedlali się w Ostrogu i okolicznych miejscowościach. To w oparciu o nich o. Serafin Kaszuba mógł w 1948 roku na nowo zarejestrować parafię, bo w 1946 roku w ramach ekspatriacji wyjechali prawie wszyscy miejscowi Polacy. Ojciec Kranc grzebał ofiary rzezi ludności polskiej. Ja muszę grzebać Kazachstańców – ostrogskich Sybiraków.
ks. Witold Józef Kowalów
Środa, 9 listopada 2005 roku
 
Załaczam dwa teksty o wiosce Choteń II, która również powoli znika z mapy Wołynia:
1. Aleksander Szewczuk, "Opaleni Gromem";
2. Aleksander Romańczuk, "Rzemiosło balarskie w wiosce Balary (obecnie Choteń II) dawnej ostrogskiej parafii rzymskokatolickiej".
 
 
******************************************
 Poniżej publikujemy przekład fragmentu artykułu Aleksandra Szewczuka pt. „Jak nas do Czarnobyla „mądrze” prowadzili...” („Młodzież Ukrainy” nr 74 (16655) z 17 kwietnia 1991 roku, s. 2), w którym jest mowa o losie jednej z polskich wiosek i jej mieszkańców. Choteń - kilkanaście ,kilometrów od Ostroga - w latach dwudziestych i trzydziestych wieku wchodził w skład ZSRR, podczas gdy Ostróg był w II Rzeczypospolitej. 31 grudnia 1935 roku rozpoczęło się wysiedlanie tej wioski do Kazachstanu. Imiona zaginionych - które podaje autor artykułu - zapisał rodzony brat zakatowanego nauczyciela - nauczyciel Piotr Witkowski (+1994) i córka zakatowanego Halina Jakuszewska, która mieszka w Ostrogu na ul. I Linia, 8. Dzisiaj większość niegdysiejszych mieszkańców wsi Choteń II i ich potomkowie mieszkają w Ostrogu. Czekamy na odgłosy, ażeby pełniej poznać historię tego i innych zniszczonych polskich wsi między Ostrogiem i Zasławiem.
Redakcja „Wołania z Wołynia”
 

OPALENI   GROMEM
 
 Między dwoma chmielnickimi wioskami Choteń I i Choteń II - pół wieku temu przepływała maleńka rzeczka, raczej strumyczek, jaki mógł przeskoczyć dorosły człowiek. Nie pamiętam, gdzie zaczynała się ta rzeczułka i gdzie kończyła się, ale woda w niej była taka przeźroczysta i czysta, że my dzieciaki, nie tylko w niej kąpaliśmy się i niemal rękami łowili ryby, ale i do syta jej pili. Na tym strumyku  wieśniacy dwóch wsi (nie mojej jeszcze pamięci) wykopali łopatami staw, groblę zatamowali, a zdolni majstrowie zrobili śluzy i zbudowali młyn. „Zamożni” wieśniacy do tego młyna wozili taczką, wózkiem lub nosili na plecach zboże, aby je wymłócić. Za usługi płacili miarkę - po kwarcie ziarna. Biedni mełli w domu na żarnach własnej roboty. Ale w latach trzydziestych na Chotniu „rozkułaczyli” gdzieś połowę wieśniaków i wywieźli, jednych do Kazachstanu, innych na daleką Syberię. Stamtąd, oczywiście, oni nie powrócili. Później ze 150 najbiedniejszych, było jeszcze represjonowanych. Brano ich w nocy i też wywożono nie wiadomo gdzie, i na zawsze. Wśród tych ludzi byli nauczyciele i wprawni cieśle (tak zwani „balary” - dopis „WzW”). Oni zbudowali i groblę i młyn. A w wioskach, które były bez rzeczek - wiatraki. Były piękne jak kościoły, jak świątynie. Warto byłoby przywołać imiona majstrów. Uwierzcie, zasługują ci niewinnie rozstrzelani młodzieńcy, aby ich nazwiska, chociaż na wspomnienie dla młodzieży przywołać, jako oczyszczenie naszego sumienia - wszystkich, żywych, zamiast nich - i jako gorzką pokutę za grzechy państwowe:
 
 1.   Kazimierz BASZYŃSKI
 2.   Michał BEDNARSKI
 3.   Piotr BEDNARSKI
 4.   Kazimierz CHOMICZ
 5.   Stefan CHOMICZ
 6.   Florian FRANKOWSKI
 7.   Józef FRANKOWSKI
 8.   Roman FRANKOWSKI
 9.   Włodzimierz FRANKOWSKI
 10. Zygmunt FRANKOWSKI
 11. Franciszek FROL
 12. Stanisław FROL
 13. Wincenty GÓRSKI
 14. Bronisław GRZYBOWSKI
 15. Adam JAKUSZEWSKI
 16. Feliks JANKOWSKI
 17. Stanisław JAWORSKI
 18. Stefan JAWORSKI
 19. Piotr KASJAN
 20. Mieczysław KARPIŃSKI
 21. Antoni KOSOWSKI
 22. Witold KOSOWSKI
 23. Jan KRAJCZYŃSKI
 24. Antoni KRZEMIŃSKI
 25. Józef KRZEMIŃSKI
 26. Wacław KRZEMIŃSKI
 27. Franciszek MYDLARSKI
 28. Marian MYDLARSKI
 29. Antoni POLAKOWSKI
 30. Adam SIEDLECKI
 31. Zygmunt SIEDLECKI
 32. Antoni SZWARC
 33. Feliks SZWARC
 34. Karol SZWARC
 35. Włodzimierz WITKOWSKI
 36. Bolesław ZALEWSKI
 37. Roman ZIELIŃSKI
 38. Aleksander ŻYTNIKOWSKI
 39. ...
 40. ...
 
 Represjonowano czterdziestu. I pięciu starszych, ich dzieci, znacznie rzadziej braci, którzy do dziś jeszcze tęsknią za krewnymi, wspomnieć ona wszystkich nie mogła. Nie przywołujemy też niemal 150 rodzin „kurkuli” („kułaków”), których też wywieziono na zgubę do dalekich krajów. To byli dobrzy majstrowie, pracowite ręce i żołnierze Ojczyzny...
 Potem wojna i głód, i tyfus znęcały się nad ludem Chotnia a także nad ich pracą. I niemal wymarła wioska. (...)
 
Aleksander Szewczuk
Z ukraińskiego przełożyła Łucja Zalewska
************************************************
 
RZEMIOSŁO   BALARSKIE  
W   WIOSCE   BALARY  
(OBECNIE   CHOTEŃ II)   DAWNEJ   OSTROGSKIEJ   PARAFII   RZYMSKOKATOLICKIEJ
 
 Na północy obecnego obwodu chmielnickiego znajduje się wielki masyw leśny, który ciągnie się z zachodu na wschód od granicy obwodu rówieńskiego aż do Żytomierszczyzny. Jest to tzw. strefa Małego Polesia. Naokoło lasu i w jego granicach znajdują się dziesiątki wsi, których ludność była związana z gospodarką leśną. Mężczyźni pracowali jako drwale, a kobiety sadziły las i pielęgnowały młode posadki. W niektórych wioskach masowo rozwinęło się rzemiosło powiązane w przetwórstwem drewna i jego odchodów: karczowanie pni sosnowych i przetwórstwo ich w smolarniach, wypalanie węgla drzewnego. Rzemieślnicy z drewna dębowego, sosnowego, osikowego i lipowego wykonywali naczynia bednarskie, wydłubywali stępy, koryta i inne. Stelmachowie (kołodzieje) wykonywali zbiory drewnianych detali do wozów – spody, koła, sanie, brony. Istniał jeszcze jeden rodzaj rzemiosła – ciosanie klepki bednarskiej – który był masowo rozprzestrzeniony w wioskach dawnego powiatu ostrogskiego: Stanisławka, Martynia i Choteń II. Obecnie wioski te należą do rejonu izjasławskiego obwodu chmielnickiego.
 W artykule tym będzie mowa o rzemiośle balarskim, które było masowe rozwinięte w wiosce Choteń II. Wioska ta do lat 30. XX wieku nosiła historyczną nazwę Balary, która była związana z wytwarzaniem klepek i właśnie od tego otrzymała swoją nazwę. Wioska zmieniła nazwę, powymierali majstrowie, a tamtejszych mieszkańców i do dziś nie złośliwie nazywają balarami.
 Wioska Balary – to polska kolonia z nieznaną datą założenia. Los tej wioski i jej mieszkańców jest typowy dla wszystkich wiosek mniejszości narodowych – Polaków, Niemców, którzy w latach reżymu bolszewickiego doświadczyli kolektywizacji, rozkułaczenia, zsyłki, represji, obozów koncentracyjnych. W niewielkiej wiosce dziesiątki mężczyzn sezonowo lub stale zajmowało się ciosaniem klepek. Do represji stalinowskich tym rzemiosłem zajmowali się: Zygmunt Baszyński, Kazimierz Brzezicki, Marian Brzezicki, Tomasz Wojciechowski, Franciszek Rurski, Stanisław Rurski, Stefan Rurski, Antoni Zalewski, Zygmunt Zalewski, Bolesław Zalewski, Roman Kosowski, Stefan Kosowski, Feliks Kosowski, Zygmunt Kosowski, Piotr Karpiński, Aksower Karpiński, Zygmunt Kryczyński, Stanisław Mydlarski, Marian Mydlarski, Stefan Mydlarski, Feliks Mydlarski, Józef Poliszczuk, Karol Chomicz, Oleg Chomicz, Feliks Szwarc, Adam Januszewski, Bazyli Januszewski, Antoni Jankowski, Stanisław Jankowski, Aleksander Jankowski.
 Wioska Balary znajduje się w strefie Małego Polesia z ubogimi gruntami piaszczystymi, na których uzyskiwano niewielkie zbiory, również ziemi ornej w wiosce było niewiele. Dlatego miejscowi mieszkańcy szukali dodatkowych źródeł zarobkowania. W wolnym czasie od prac rolnych mężczyźni „kleparze” (tak też nazywano balarów) zbierali się w watahy i wyruszali do okolicznych lasów w poszukiwaniu pracy. Z sobą brali piły dwuręczne oraz specjalne siekiery „balarki”. Udawali się do lasów na dwa-cztery tygodnie, biorąc ze sobą żywność i naczynia dla przygotowania posiłków.
 W XIX i w pierwszej połowie XX wieku okoliczne lasy były bogate w drewno dębu, który był podstawowym gatunkiem drzewostanu. Do przewrotu bolszewickiego Żydzi targujący drewnem kupowali od miejscowych ziemian oraz w leśnictwach zarządu ziemskiego działki lasu dębowego, wynajmowali w okolicznych wioskach drwali i wycinali las. Robiono to, przede wszystkim, zimą. Z wyciętego lasu część kłód szła na wytworzenie klepek bednarskich, na które był stały popyt. W XIX i na początku XX wieku klepka szła na zamówienie floty handlowej i marynarki wojskowej, armii, wytwórstwa wina i piwa oraz przemysłu spożywczego Cesarstwa Rosyjskiego, a także na eksport. Z klepek w specjalnych warsztatach-cechach wytwarzano olbrzymi asortyment beczek o różnej pojemności i przeznaczeniu. Dla każdego asortymentu były wytwarzane klepki pewnej długości i grubości. Najdłuższą była klepka „pipa” – 2 m. przy grubości 10 cm, „Artklepka” (klepka artyleryjska) – 1-1,5 m., klepka winna i piwna – 1m., „byndra” – 70 cm. Szerokość klepki wynosiła 7-15 cm, a grubość zależała od długości.
 Po przyjściu do lasu balarzy szukali wykarczowanej działki lasu i majstra – „brokera” – z którym umawiali się o cenę (opłata prowadzona była w zależności od ilości), pomocników do karczowania kłód, o zakres pracy i kupno prowiantu. Po złożeniu umowy, z wyciętych kłód dębowych budowali czterokątne budy czteroosobowe. Jedzenie każdy kleparz przygotowywał dla siebie w żeliwnym garnku. Podstawą pożywienia była kasza pszenna przyprawiona olejem. Spano w budach na słomie, a częściej na dębowych trzaskach, okrywając się kożuchem, w czasach radzieckich – kufajką. Balarzy pracowali w lasach przez rok czasu.
 Pomocnicy, a często i sami balarzy, wycinali z kłód dębowych „snity” – krąglaki, które odpowiadały długości tego czy innego rodzaju klepek. Zimą, kiedy dzień był krótki, „snity” rozcinano nocą przy świetle księżyca, a w noce pochmurne przy świetle ognisk.
 Z wyciętych „snitów” siekierą i „dowbeszką” wykłuwano materiał na klepki, z którego obciosywano korę i otoczkę. Surowca starano się przygotować na kilka dni.
 Materiał na klepki ciosano w specjalnie zrobionym warsztacie, którym był odcinek kłody, umocowany po bokach kołkami. W pewnej odległości od kłody w gruncie umieszczano brus, o który przy ciosaniu opierał się materiał na klepki. Balar brał ów kawał drewna, kładł na kłodę i opierał końcem o brus. Potem na ten kawał drewna kładziono „łapę” w postaci deseczki dębowej, na końcu której były wbite dwa gwoździe, które opierały się o kawał drewna przeznaczonego na klepkę. Lewą nogą balar przyciskał kawał drewna „łapą” i dwoma rękami ciosał ją z czterech stron. Przy ciosaniu toporzysko siekiery stale znajdowało się między nogami majstra.
 Dla wyznaczenia grubości klepek u każdego balara była seria szablonów, którymi były deseczki z wycięciami pewnej długości z obu stron. Starzy doświadczeni balarzy ciosali klepki „na oko”, bez szablonów.
 Siekiery u balarów były specjalne. Stare „balarki” z XIX i początku XX wieku były masywne, z długim ostrzem i obuchem. Z wewnętrznej strony ostrze w siekierze było proste, a z zewnątrz – okrągłe. Później, bliżej do połowy XX wieku, siekiery stały się lżejsze, zmieniła się forma ostrza, ale nie zmienił się jego profil. Siekiery były zamawiane u miejscowych kowali, Stefana Kosowskiego, i w sąsiednich niemieckich koloniach Karlswald i Leśna.
 Balarzy pracowali za dnia. Do domu przychodzili, ażeby pomóc w gospodarstwie (orka, sianokosy, żniwa). W zimie pracowali w lasach miesiącami. I tak klepka artyleryjska była ciosana tylko w zimie, i z materiału drewnianego wyciętego w tę porę. Wymagania w stosunku tego rodzaju klepek były szczególne. Majster-broker sprawdzał jakość i twardość drewna każdej klepki. Klepka, która była wykonana z drewna miękkiego dębu, była brakowana. Klepka dębowa była najdroższa. Płacono za nią od sztuki lub za metr sześcienny.
 Przyjęte od balarów klepki były ładowane według asortymentów na sanie lub furmanki i były ekspediowane na stację kolejową. Dla przewozu klepek wynajmowano woźniców z końmi, majster-broker wypisywał pokwitowanie, i według nich dokonywano wypłaty za przewiezioną produkcję.
 Do II wojny światowej balarzy z Chotnia II ciosali klepki w lasach sławuckich, które do przewrotu bolszewickiego były własnością książąt Sanguszków ze Sławuty. Do wojny w tym lesie jednym z majstrów-brokerów był sławucki Żyd Grimbert.
 W XIX wieku, według opowiadań rodziców i dziadków balarów, wielu włościan z Chotnia ciosało klepki wynajmując się w lasach na północ od Łucka. Jednym z nich był Kazimierz Jankowski. Niektórzy z młodych chłopców, zakochawszy się w tamtejszych dziewczętach, pozostali na Ziemi Łuckiej.
 W czasach radzieckich balarzy z Chotnia ciosali klepki na Żytomierszczyźnie w leśnictwach w wiosce Berezówka, mieście Horodnica w pobliżu Nowogradu Wołyńskiego, na stacji Fontoklejówka pod Czehrynem na Czerkaszczyźnie, w wiosce Sochużenci, w starosieniawskim leśnictwie i w tartaku w Szepetówce w obwodzie Chmielnickim. Po II wojnie światowej mieszkańcy Chotnia ciosali klepki do końca lat 50. XX wieku w wiosce Nowomalin w miejscowym leśnictwie na Ziemi Ostrogskiej. I to były ostatnie lata kiedy balarzy z Chotnia II zajmowali się rzemiosłem balarskim. Dębowe posadki w okolicznych lasach, i wielu regionach Ukrainy, zostały wycięte; zmalał też popyt na klepki. Opakowania bednarskie zostały zamienione przez tańsze, wiele rodzajów beczek wyszło z użycia.
 Represje stalinowskie i II wojna światowa zabrały wielu balarów. Po wojnie tym rzemiosłem zajmowało się co najwyżej dziesięć osób. W 1997 roku, kiedy zbierałem materiały do tego artykułu, w wiosce był tylko jeden starszy balar – Stanisław Jankowski, syn Kazimierza, ur. w 1912 r. Jego opowiadanie posłużyło mi za osnowę do napisania tego artykułu.
 
Ołeksandr Romańczuk
 
Z ukraińskiego przełożyła
Łucja Zalewska
 
----- Original Message -----
Sent: Wednesday, November 09, 2005 6:53 PM
Subject: Balarska nekropolia