Towarzystwo Kultury Polskiej na Donbasie - śp. Prezes Ryszard Zieliński zmarł 22.2.2008 w Makiejewce - Ks. Witold Józef Kowalów w Diecezji Łuckiej na Wołyniu - ks. Jarosław Wiśniewski tymczasem na misji w CHINACH - Eugeniusz Lubański, Kijów
Sowa Magazyn Europejski

Utwórz swoją wizytówkę
Blog > Komentarze do wpisu
W sierpniu 1943 r. partyzantka dokonała dywersji na torach kolejowych między Ostrogiem a Sławutą.
Zaaresztowano 40 Polaków i 40 Ukraińców jako zakładników grożąc śmiercią w razie nie ujawnienia sprawców dywersji. Zatrzymano ich w Równem. Wybieram się z popem prawosławnym Rychlickim do Gebits Komisar. Przez tłumacza prosimy o uwolnienie ludzi. Po krótkiej naradzie sądu Gebietskamer oświadcza, że ktoś jednak musi pozostać w dalszym ciągu jako zakładnik. Ja będąc przekonany w 50 %, że faktycznie z mojej strony będzie przyjęte oświadczenie mówię: ja zostaję. Niemiec pyta popa: „A pan?" Pop ze strachem patrzy na mnie i mówi: „Ja toże" - ja też. Zwolniono zakładników chociaż nie ujawniono sprawców dywersji. Ja i pop zostaliśmy bohaterami. Dlaczego tak łatwo zgodziłem się na zamianę z zakładnikami i oddanie się w ręce Niemców?
Kilka tygodni przedtem był Gebietskomissar w Ostrogu. Wezwał mnie do siebie, bo miał wiadomości, ze na plebanii jest centrum polskości. Przez kilka chwil skrutinia rzeczowe, wreszcie pyta, czy nie jestem kapucynem, bo ma stryja tez w Zakonie, w takim samym stroju. I od tego momentu całkiem inaczej patrzył na mnie. Zapewne Austriak. On z pewnością interweniował w gestapo o zwolnienie zakładników. Liczyłem na niego, gdy się ofiarowałem pozostać w więzieniu niemieckim.
Po moim i zakładników powrocie do domu wzmogła się dywersyjna akcja partyzantów przeciwko Niemcom, lecz równocześnie mnożyły się morderstwa dokonywane na Polakach. 2 stycznia 1944 partyzantka sowiecka w sile kilku tysięcy napada na Ostróg. Po kilku godzinach walki Niemcy i Węgrzy opuszczają miasto, w którym władzę obejmują sowieci. Ich władza ograniczała się do grabieży po domach nawet bielizny damskiej. Po całodziennym plądrowaniu w nocy wycofują się do lasu. Na ten moment czekała banda banderowców.
Na drugi dzień rano przybiega kilku Polaków z meldunkiem, że w jednym domu w dwóch pokojach wymordowano 38 Polaków. Udałem się tam z olejami św. Niektórzy dawali jeszcze oznaki życia. Wszyscy byli pomordowani nożami i siekierami. Miasto jest bez żadnej władzy.
Niemcy i Węgrzy uciekli, sowieci wycofali się, w nocy grasują bandy ukraińskie. Jedynym dla nas ratunkiem była koncentracja wszystkich Polaków w miejscu odpowiednim do obrony, aby doczekać przyjścia Czerwonej Armii gromiącej uciekających Niemców. Od czasu do czasu słychać było głuche detonacje bomb.
Zarządzam zbiórkę wszystkich Polaków w dwóch punktach:
I - Kościół - Klasztor Kapucynów i Seminarium Nauczycielskie,
II - Więzienie Miejskie. W I punkcie znalazło pomieszczenie 600 osób, w II 1000 osób. Byli wojskowi i cywilni, wybrali mnie komendantem „twierdzy".
W momencie zbiórki w punktach oporu, partyzantka sowiecka będąca na rekonesansie w mieście  zastrzeliła jednego z naszych chłopców, niosącego karabin. W odwet za to nasi AK-owcy likwidują komendanta oddziału sowieckiego.
Zaczynają się nieporozumienia polsko-sowieckie. Przybywa kolejny wróg. Dotychczas była zgoda.
Po ucieczce Niemców i Węgrów z Ostroga AK-owcy penetrują poniemieckie koszary i zabierają armatę, którą Niemcy zdekompletowali rozrzucając poszczególne części po podwórzach: 2 karabiny maszynowe, kilka skrzyń rakiet różnokolorowych. W naszej „twierdzy" założyliśmy rusznikarnię, w której Akowcy przerabiają karabiny, naprawiają zniszczone,  fabrykują prymitywnym sposobem miny. Gdy chodzi o warunki bytowe, to można określić jako fatalne - zima, strach, codziennie kilkanaście stopni mrozu, instalacja sanitarna nieczynna - zamarzła. Pierwsze dwie noce były koszmarne. Ukraińcy zapalili w gminie stogi siana i słomy nagromadzone przez Niemców. Nieopisana panika, szoki nerwowe. Byłem zmuszony kilka osób izolować w więzieniu, aby uniknąć całkowitej dezorganizacji, co by się równało wydaniu wszystkich pod nóż Ukraińcom. Gdy chodzi o aprowizację „twierdzy" w żywność, t przyniesiona przez każdego z domu była niewystarczająca (trzeba było podzielić się z innymi).
Św. Tomasz powiedział: „In necesitate omnia communia" (w konieczności - wszystko wspólne). Dzieliliśmy się z Ukraińcami ich krowami. Palą się magazyny niemieckie, zboże, konie, krowy w ogrodach. Wysyłałem oddziały po 30 ludzi dobrze uzbrojonych, które  przyprowadziły 6 razy po kilkanaście sztuk bydła. Wybieraliśmy domy nacjonalistów ukraińskich. Mieliśmy między sobą kilkunastu zawodowych rzeźników, więc po dwóch godzinach gorąca zupa mięsna była roznoszona po salach. Wielkim plusem były ziemniaki  i studnia klasztorna. Niemcy zgromadzili w klasztorze większą ilość ziemniaków.
Aby zaopatrzyć się w lekarstwa ograbiliśmy z leków ukraińską aptekę i szpital. Oddział Akowców wtargnął nocą do ukraińskiego szpitala, wszystkim lekarzom i siostrom kazano położyć się twarzą do podłogi, a nasza siostra szpitalna zabierała najpotrzebniejsze leki i zastrzyki.
Przez dobre odżywianie i aplikowanie leków uniknęliśmy epidemii tyfusu w naszej „twierdzy". W międzyczasie partyzanci sowieccy proponują nam fuzję ich sił i naszych. Był to oczywisty podstęp. Mężczyźni z bronią uciekliby do swoich oddziałów, a kobiety i dzieci zostawione bez opieki podzieliłyby los dawniej pomordowanych. Aby nam zaimponować i zastraszyć przyjeżdżają pod klasztor świetnie umundurowani i uzbrojeni w liczbie ok. 60 żołnierzy. Domagają się rozmowy z komendantem „twierdzy" Biję się z myślami: co robić? Nie chcę wchodzić z nimi w otwarty konflikt, bo mogą połączyć się z bandami ukraińskimi i zlikwidować nas w przeciągu dwóch godzin . Myśmy mieli amunicję na 2 godziny oszczędnego strzelania.
Chcę również stonować incydent zamordowania przez Akowców komendanta sowieckiego. Wychodzę zdenerwowany i przestraszony. przedtem jeszcze powiedziałem moim chłopcom, że rozmowa będzie prowadzona w rogu dwóch ścian, stojących pod kątem prostym i że mają po kilku minutach wystawić karabiny maszynowe na narożnikach. Gdyby mnie aresztowali (zabierali) mają otworzyć ogień w całą grupę.
Zbliżam się do grupy sowietów z miną zadzierżystą, witam się z łotrami i zbywam ich zdawkowymi frazesami. oni tez mają miny wojackie, powtarzają swoje propozycje. Zaczynają poczynać sobie agresywnie, grozić. Lecz gdy zobaczyli ruch na narożnikach budynków i lufy karabinów maszynowych skierowane w nasza stronę, spokornieli i odjechali.

wtorek, 01 listopada 2005, kulturzentrum